Barelka

Czas temu jakiś — bliż­szy lub dal­szy… Czar­ną nocą to było… Sła­ba jak kot, po wie­lu godzi­nach uże­ra­nia się służ­bo­we­go… Pada­jąc na pyska ze zmę­cze­nia… Grze­ba­łam w necie i dozna­łam zawia­su widząc to .

Prze­cież to ide­al­ny bluz­ko­we­rek. Taki “mój”, taki pro­sty, z takim deli­kat­nym rzu­ci­kiem, taki…, taki…, taki…

Zaczę­łam czy­tać, co w necie — zwłasz­cza na blo­gach — czy­nię nie­zbyt czę­sto i widzę zapro­sze­nie do testu.

Eee! Ja i test :(

Eee! Ja i robie­nie zgod­nie ze wzo­rem — oczko w oczko :(

Eeee! Nie dam rady :(

Porzu­ci­łam stro­nę… na pięć minut… Urok bluz­ko­wer­ka wygrał z moją nie­chę­cią do korzy­sta­nia z gotow­ców. Prze­ła­ma­łam się — zgło­si­łam — testo­wa­łam dziel­nie — nawet wnio­słam coś w ten test i mam! Mam znacz­nie wię­cej, niż nowe doświad­cze­nie. Mam oso­bę, któ­ra pozwa­la mi wyży­wać się twór­czo w przy­go­to­wy­wa­nych przez sie­bie pro­jek­tach — o czym będzie przy oka­zji. Mam czło­wie­ka, któ­ry zmu­sza mnie — pośred­nio, ale jed­nak — do robie­nia zdjęć, a jak powszech­nie wia­do­mo, sza­le­nie tego nie lubię.

Bluz­ko­we­rek zachwy­ca nie tyl­ko mnie. Ład­ny. Kobie­cy. Spo­koj­ny. Pro­sty w for­mie. Pro­sty w dzier­ga­niu. Ide­al­ny pro­jekt dla począt­ku­ją­cych. Pre­cy­zyj­nie roz­pi­sa­ny, nie pozo­sta­wia miej­sca na domy­sły i nie ma pra­wa nie wyjść, jeśli będzie dzia­ny zgod­nie z instruk­cją.

Naj­le­piej odwie­dzić stro­nę pro­jek­tu i zoba­czyć, kto, z cze­go, w jakim roz­mia­rze i z jakim efek­tem doro­bił się wła­snej barel­ki.

Chy­lę czo­ła przed Lady­InY­arn za cier­pli­wość, dokład­ność i chęć przy­go­to­wy­wa­nia tak wyczer­pu­ją­cych opi­sów.