Specjalny wpis dla wiedzących o co chodzi.

Zdobycz w postaci dwóch szpul dotarła w ekspresowym tempie. Szpula, jak szpula. Jednak wełna pomimo zgrzebności wynikającej z procesu produkcyjnego wykazywała zadatki na towar dobrej jakości. Nie oszukujmy się jednak – nitka na szpuli nie zachwyca i potrzeba trochę doświadczenia i wyobraźni, żeby ją docenić na wstępie. Ile dokładnie tego jest na szpuli w metrach i wadze nie mam pojęcia i nie zamierzam sprawdzać, ale wybitnie dużo. Trochę w tej nitce śmiecia – a to kawałek siana, a to ziarenko z jakiegoś ziela. Pełna natura.

szpula 22-011

szpula33-012

Etapy dostosowywania wełny do stanu użyteczności dziergalniczej:

1. Przewinięcie w precelki. Luźne przewiązanie gotowych precelków. Robiłam to ręcznie i nie cięłam nitki. Syzyfowa praca, ale mogę teraz wydziergać wielkie swetrzysko z dosłownie trzema cięciami nitek – na końcu części kadłubkowej i po każdym z rękawów. Na całej długości nitki nie było żadnego supła :)

2. Wrzuciłam do pralki na 30 stopni i 400 obrotów z odrobiną zwykłego płynu do wełny. Pralka ma wsad na 8 kg i całe szczęście, bo pranie rozpulchniło całość i zrobiło się tej wełny „na oko” dwa razy więcej. Musiałam powtórzyć wirowanie, bo zostało zbyt dużo wody jak na moje widzimisię. To co wyjęłam z pralki było zachwycające nawet na mokro. Żadna mokra owca, a przyjemny miękki wełniany zapach. Większość śmiecia wyprała się, choć trochę zostało, ale sobie wydłubię w trakcie robienia. Nawet mokra nitka była już puchata i wyglądała zupełnie inaczej, niż na szpuli. Zniknęły nierówności w skręcie – zaczęłam zastanawiać się, czy ta surowo-rustykalna nie była ładniejsza… może i była, ale na pewno nie była tak miła w dotyku. Naturalny kolor jest przepiękny – ecru/kość bawola/wypłowiały piasek – jest tak niejednoznaczny, że nie umiem dokładnie określić.

3. Wrzuciłam na suszarkę i co kilka godzin potrzepałam sobie trochę całością, żeby nitka łapała powietrze. Warto precelki związać w taki sposób, aby dało się poluzować nitkę do schnięcia, bo puchnie w oczach i naprawdę bardzo zwiększa objętość.

mokra11-007

mokra55-008

W efekcie uzyskałam wielki kłębek radości i pewność, że niestety motowidło i zwijarka wchodzą na listę niezbędnych zakupów, jeśli mam powtarzać takie zabawy. Zwinąć kłębek z fabrycznego precelka, to żaden problem, ale nawinąć te kilometry ze szpuli na precelki, to prawdziwe wyzwanie. Na pewno nie jest to wełna dla tych, co nie schodzą poniżej ręcznie farbowanej wełny z jedwabiem za 150 zeta. Nie jest też dla tych, którzy tolerują jedynie wysoce przetworzoną wełnę, która choć ma na banderolce napisane 100% wool w trakcie robienia w moich zębach trzeszczy jako ten akryl. Na pewno trzeba poświęcić trochę czasu i energii na ostateczne przygotowanie włóczki. Jednak warto. Spodziewałam się czegoś bardziej przaśnego i byłam na to przygotowana. Wrażenia dotykowe i estetyczne mam bardzo pozytywne, a możliwości barwienia, łączenia itp. widzę nieograniczone… Pod warunkiem, że znajdę emaliowany kocioł na kuchnię indukcyjną, do którego zmieści się taki nabój z jednej szpuli :)

klab22-001

klab33-001

Wielkie podziękowania dla LadyAltay

Ostrzegam, że zdjęcia pokazują jedynie strukturę nitki przed praniem i po praniu, a także wielkość dosyć mocno zwiniętego kłębka – dla porównania podłożyłam pod kłąb kartkę papieru w formacie A-4. Prawdziwego koloru nie pokazuje żadne z nich, bo wszystkie robione o porach dziwnych i przy oświetleniu całkowicie bezsensownym. Zielona nitka widoczna na jednym ze zdjęć, to jakaś typowa włóczka skarpetkowa, którą wiązałam precelki.